Ładowanie

Jak to się zaczęło?

Kiedy 23 lata temu po powrocie z rodziną z kilkuletniego pobytu w Afryce wylądowaliśmy w pochmurny, jesienny dzień w Polsce szybko dała o sobie znać tęsknota za obrazami i odgłosami przyrody, urokami miejsc, które zapadły nam w pamięć, niezapomnianymi widokami orientalnego piękna, a także ludzi, z którymi współpracowaliśmy.

To były także turkusowe Morze Śródziemne, żółty, rozgrzany  piasek, nabrzeżne i podwodne skały, ryby w barwach tęczy i mnóstwo owoców morza, kolorowych krzewów i palm. Sama pustynia - groźna i piękna zarazem, a także zakurzone krajobrazy w czasie pustynnego ghibli (bardzo, bardzo gorący wiatr od pustyni).

 

I te zachody słońca… - jakby czerwona planeta siadała na horyzoncie. Ale słoneczne w większości dni, oprócz gorących promieni słońca tworzyły z błękitnym nieboskłonem ocean światła, dający nieopisaną witalną energię, która w połączeniu z kąpielami morskimi ładowała „nasze akumulatory”.   

Tajemnice podwodnego, morskiego świata i bezgraniczne światło również toni morskiej…     

Ale lądowanie w ołowianych chmurach w Warszawie i szary, zamglony krajobraz po wyjściu z lotniska zrobiły przygnębiające wrażenie – to jakby zaćmienie słońca!

I pierwsze chwile, dni, tygodnie natrętnie podpowiadały myśl - jak powrócić choćby na chwilę do tych wspaniałych, nasłonecznionych bezchmurnym niebem dni. Ta potężna różnica światła. Jakby ranek i zmierzch. I uporczywe myśli – jakby zachować choć w części tak upragnione naturalne światło? Jego barwy od wschodu do zachodu, wędrujące po nieboskłonie słońce, tworzące w południe silne kontrasty, a podczas zmierzchu - snopy czerwonego blasku leżące na toni morskiej,  wojujące z czernią chmur wypływających zza widnokręgu.

   

Zachwycające, wszechobecne słoneczne, piękne otoczenie z niezrównanymi widokami przyrody, ustąpiło miejsca, chłodnym, deszczowym, chmurnym dniom w Polsce, po powrocie.

Wiedziałem, że to będzie szok dla naszej całej rodziny po przyjeździe do polskiego, jesiennego klimatu.

I pewnego dnia  wpadłem na pomysł, czytając ogłoszenie Philipsa o nowym zawodzie - projektanta oświetlenia. Tak, chciałem zachować na długo w pamięci to piękne afrykańskie światło i próbować zastępować go na ile to będzie możliwe - światłem sztucznym w naszych, pochmurnych raczej realiach.

Pojechałem na szkolenie i to były początki do trzeciej już specjalności po radiowej inżynierii dźwięku i serwisie medycznym w Afryce. Pomyślałem, że będę zmieniał (zwiększał) w naszej polskiej szerokości geograficznej zapotrzebowanie na witalne, słoneczne światło.

Zainspirowany tą misją, stawiałem pierwsze kroki w wychodzeniu z „mglistego krajobrazu”, przygotowując  się do sztuki  dobrego oświetlenia. Starałem się zdobywać wiedzę i doświadczenie, mając w pamięci  powziętą decyzję na transponowanie jasnego, pięknego światła o wysokiej wierności oddawania barw do kolejnych wnętrz z ekspozycją towarów, aut, biur, mieszkań, domów, świątyń. Utwierdzałem się, że istnieje ścisły związek między obecnością dobrego oświetlenia, a samopoczuciem i komfortem pracy lub wypoczynku. To są podświadome reakcje emocjonalne na barwę, kolor światła, intensywność i nasycenie. I ciągle do dzisiaj żywe pozostają widoki przyrody, owoców, warzyw, ryb i niezbędnych przedmiotów w słońcu afrykańskim.

Dzisiaj w kilkuosobowym Zespole „Inspiracji Światłem” staramy się tworzyć nastrój, pobudzać optycznie i  szukać najlepszej ekspresji do wyrażenia charakteru wnętrz o różnym przeznaczeniu naszym Klientom za pomocą światła właśnie. 

Krzysztof Nowakowski